Rano, gdy wstałam czułam jak coś mnie ściska w żołądku. Dobrze wiem, że było to spowodowane pierwszym dniem w nowej szkole. Na moje szczęście, Alex zaproponował, że zabierze mnie i oprowadzi po budynku. To naprawdę niesamowity chłopak, od pierwszej rozmowy wiedziałam, że będziemy przyjaciółmi.
Wczoraj wieczorem przygotowałam sobie najlepsze ciuchy, bo przecież powinnam zrobić dobre wrażenie. Cieszę się, że Kalifornia, jest wiecznie słonecznym miastem. Naprawdę mi się tu podoba, pomijając fakt, że nienawidzę faceta, u którego mieszkam. Nigdy nie uważałam go za swojego ojca, wiec dlaczego miałabym to zrobić teraz?
Ubrałam plażowy kapelusz, okulary przeciwsłoneczne, buty na wysokiej koturnie i JĄ. Piękną, delikatną i zwiewną sukienkę. Po raz setny przeglądnęłam się w lustrze, poprawiając niesforne fale opadające na ramiona. Usłyszałam klakson samochodu i wiedziałam, że to musi być Alex. Zgarnęłam torbę leżącą na podłodze, krzyknęłam do ojca suche "idę" i jak najszybciej, cała w nerwach wyszłam na spotkanie z nowa szkołą.
***
Wysiadłam z żółtego jaguara Alexa, cała zalana potem. Co się ze mną dzieje? Przecież nigdy się tak nie denerwowałam. Jednak opinia ludzi jest dla mnie ważna. Presja na bycie idealną.
Założyłam różowe okulary przeciwsłoneczne i obiegłam wzrokiem po ludziach i szkole, zachowując niewzruszony wyraz twarzy. Ta szkoła jest ogromna. I jeszcze ci ludzie. Rany. Alex nie wiadomo skąd pojawił się przy moim boku i objął moje ramie, swoimi cienkimi palcami, lekko przybliżając mnie do siebie. Byłam trochę zaskoczona, ale nie zaprzeczę dodało mi to otuchy.
-Jeśli chcesz się odnaleźć w tej szkole, musisz się trzymać ze mną.
-Muszę?- zakpiłam z jego słów i zrzuciłam z swoich ramion jego oplatająca mnie dłoń.
Ale wiecie co? Wyglądaliśmy naprawdę gorąco. Alex należy do jednych z ładniejszych chłopców, jakich kiedykolwiek spotkałam. Ma śliczne poczochrane włosy, a jego figura. Ahh... Nie zaprzeczanie należny do elity szkolnej.
Alex ma dzisiaj naprawdę obcisłe, czarne spodnie, biały podkoszulek i jeansową, rozpięta koszule, a do tego czarne przeciwsłoneczne okulary. Wyglądaliśmy jak para.
Niezadowolony z moich słów i czynu, wygiął usta w zabawny sposób. Zaśmiałam się cicho i lekko szturchnęłam go w brzuch. Alex posłał mi powalający uśmiech, lecz jego wzrok zatrzymał się ponad moim ramieniem. Prawdopodobnie kogoś zauważył, bo wziął głęboki wdech, a jego mięśnie się napięły. Popatrzyłam w stronę, na której Alex zawiesił swój wzrok. Niestety było zbyt wiele ludzi, bym mogła rozpoznać na kogo się patrzy. Po chwili, która dla mnie trwała dość długo i była dość krępująca, zapytałam się go czy aby wszystko jest w porządku.
-Yyy... Yhym- zamruczał, nawet na mnie nie patrząc.- Idź do środka, a potem na prawo, tak jest sekretariat i dyrekcja, to dadzą Ci potrzebne rzeczy. Dojdę do Ciebie.- ostatnie słowa powiedział już odchodząc, zostawiając mnie na pastwę losu, w nieznanej szkole.
Stałam tam chwilę zdezorientowana, ale szybko się otrząsnęłam i ruszyłam w kierunku, który wskazał mi Alex. Jego samego już dawno zgubiłam w tłumie. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, ludzie nie gapili się na mnie, jak na trędowatą. Bez trudu dostałam się do dyrektorki i usidłam na wolnym miejscu, które wskazała mi bardzo sympatyczna Pani Williams - starsza pani, w okularach, która jest tu sekretarką.
Siedziałam spokojnie, czekając na odebranie mojego kluczyka do szafki szkolnej, która miała zostać mi przydzielona wraz z innymi książkami i dokumentami. Przeklinałam w głowie bezmyślność Alex'a, który tak po prostu, pomimo obietnic, zostawił mnie samą w mój pierwszy dzień szkoły. Obiecuje, że gdy tylko go spotkam utrącę mu głowę. Z moich zamyśleń, wyrwał mnie trzask drewnianych drzwi. Od razu popatrzyłam się na miejsce, z którego dochodził hałas. Moim oczom ukazał się trochę większy od mnie chłopak, z kolczykiem w wardze. Na twarzy miał wymalowany głupkowaty uśmieszek, pełen pogardy. Gdy mnie zauważył, uśmiechnął się jeszcze szerzej i przygryzł dolną wargę, lekko ja ssąc.
-Jai!- zza drzwi wyjrzała główna dyrektorka Beverly Hills High School, przywołując do siebie chłopaka, który znajdował się już prawie na korytarzu.- Nie chciałabym Cię tu widzieć do końca tego tygodnia!
Przyglądałam się tej całej sytuacji z zaciekawioną miną. Chłopak tylko wyszczerzył zęby w ironicznym uśmiechu i wyszedł, kątem oka spoglądając z zaciekawieniem na mnie. Zastanawiałam się tylko co mogło spowodować, że został wezwany na dywanik. Odpowiedz szybko sama się nasunęła. Miał na sobie głupkowata czapkę, a z jego zachowanie mówiło samo za siebie. Prychnęłam pod nosem, uśmiechając się.
-Pani dyrektor, to jest Loriette- przerwała niezręczną sytuacje Pani Williams. Wydaje mi się, że ten ŁADNY chłopak jest tu częstym bywalcem i takie sytuacje nie robią na nikim wrażenia.
-Oh.. Dobrze Lori. Mam nadzieję, że mogę się tak do ciebie zwracać. Jesteś nową uczennicą, tak?
Przytaknęłam energicznie głową.
-A więc zapraszam do mnie.
***
Po dłużącym i pouczającym monologu dyrektorki, którego nie słuchałam, wyszłam z udawanym uśmiechem z gabinetu i zrezygnowana wyszłam z pomieszczenia na szkolny dziedziniec. Nie za bardzo wiedziałam co mam ze sobą zrobić, szczególnie, że Alex jeszcze po mnie nie wrócił. Postanowiłam, że zaczekam na niego na jednej z wolnych ławek. Siedziałam tam, dosłownie jak debil, przypatrując się uczynią. Do dzwonka rozpoczynającego lekcje pozostało niecałe 10 minut, a mi niechciało się dłużej czekać na Alex'a. Dlatego postanowiłam sama znaleźć moją szafkę, by odłożyć książki jakie dostałam u dyrekcji.
Jeśli mam być szczera, szkoła nie była taka przerażająca jak mi się wydawało. Byłam pewna, że do końca tygodnia uda mi się w niej odnaleźć. Wychodziłam właśnie po schodach na trzecie piętro, gdzie miała się odbyć moja pierwsza lekcja matematyki, gdy zderzyłam się z czymś masywnym. Moje myśli w tej chwili były pochłonięte, tylko jedna osobą. Chyba nie muszę tłumaczyć, że mam na myśli Jai'a - o ile ma tak na imię buntownik, którego spotkałam w gabinecie dyrektora. Podobał mi się jego wygląd, a zadziorność zamiast odpychać, jeszcze bardziej przyciągała. Lekko zawstydzona moją niezdarnością i brakiem uwagi, podniosłam głowę w stronę przyczyny mojego wypadku. Głośno wypuściłam powietrze nosem, gdy rozpoznałam tą osobę. Przede mną stał ten sam chłopak, który jeszcze chwile temu wychodził wkurzony od dyrektorki. Uśmiechnęłam się do niego nie śmiało, w duchu promieniejąc z radości, że choć w nie fortunny sposób, ale jednak, udało mi się go znowu w tak krótkim czasie spotkać. Jednak on najwidoczniej nie podzielał zemną swojego szczęścia. Patrzył się na mnie tępym wzrokiem i nim się zorientowałam chwycił moje ramiona i z całych sił przyparł mnie do ściany, uniemożliwiając mi wydostanie się z jego mocnego uścisku. Emocje diametralnie się odwróciły. Teraz czułam złość pomieszaną z strachem. Lekko zdekoncentrowana zaistniałą sytuacją, popatrzyłam się na niego z gniewem w oczach.
-Haa..- zaśmiał mi się prosto w twarz.- Myślisz, że twoja mina mnie przestraszy?
Na twarzy mogłam poczuć jego chłodny oddech, a jego oczy ciskały we mnie piorunami. Jak można w przeciągu 10 minut zmienić się tak diametralnie o 180 stopni? Już przestał mi imponować. Za kogo on się uważał?
-A ty myślisz, że ja przestraszę się Ciebie?- zakpiłam z niego i skrepowana jego bliskością, dotknęłam jego klatki piersiowej, wskazującym palcem, odpychając go znacząco.
Zabawne było to, że przechodzący uczniowie, nie zwracali na ans najmniejszej uwagi.
Jeśli mam być szczera, szkoła nie była taka przerażająca jak mi się wydawało. Byłam pewna, że do końca tygodnia uda mi się w niej odnaleźć. Wychodziłam właśnie po schodach na trzecie piętro, gdzie miała się odbyć moja pierwsza lekcja matematyki, gdy zderzyłam się z czymś masywnym. Moje myśli w tej chwili były pochłonięte, tylko jedna osobą. Chyba nie muszę tłumaczyć, że mam na myśli Jai'a - o ile ma tak na imię buntownik, którego spotkałam w gabinecie dyrektora. Podobał mi się jego wygląd, a zadziorność zamiast odpychać, jeszcze bardziej przyciągała. Lekko zawstydzona moją niezdarnością i brakiem uwagi, podniosłam głowę w stronę przyczyny mojego wypadku. Głośno wypuściłam powietrze nosem, gdy rozpoznałam tą osobę. Przede mną stał ten sam chłopak, który jeszcze chwile temu wychodził wkurzony od dyrektorki. Uśmiechnęłam się do niego nie śmiało, w duchu promieniejąc z radości, że choć w nie fortunny sposób, ale jednak, udało mi się go znowu w tak krótkim czasie spotkać. Jednak on najwidoczniej nie podzielał zemną swojego szczęścia. Patrzył się na mnie tępym wzrokiem i nim się zorientowałam chwycił moje ramiona i z całych sił przyparł mnie do ściany, uniemożliwiając mi wydostanie się z jego mocnego uścisku. Emocje diametralnie się odwróciły. Teraz czułam złość pomieszaną z strachem. Lekko zdekoncentrowana zaistniałą sytuacją, popatrzyłam się na niego z gniewem w oczach.
-Haa..- zaśmiał mi się prosto w twarz.- Myślisz, że twoja mina mnie przestraszy?
Na twarzy mogłam poczuć jego chłodny oddech, a jego oczy ciskały we mnie piorunami. Jak można w przeciągu 10 minut zmienić się tak diametralnie o 180 stopni? Już przestał mi imponować. Za kogo on się uważał?
-A ty myślisz, że ja przestraszę się Ciebie?- zakpiłam z niego i skrepowana jego bliskością, dotknęłam jego klatki piersiowej, wskazującym palcem, odpychając go znacząco.
Zabawne było to, że przechodzący uczniowie, nie zwracali na ans najmniejszej uwagi.
-Za kogo się uważasz?- zapytałam go, gdy już odchodziłam.- Twoje gierki na mnie nie działają. Wybacz.
Odeszłam, zostawiając go z zaskoczoną miną.
Nie wiem czy jego zachowanie miało mi zaimponować i miało być pociągające, ale jeśli właśnie taki był plan to, z przykrością stwierdzam, że nie zadziałał na mnie.
-Jai nie jest przyzwyczajony, że ktoś się go nie boi- usłyszałam za sobą przyjazny głos.
Odwróciłam głowę za moje ramie, a blond włosa dziewczyna kontynuowała swoja wypowiedz:
-Tak poza tym jestem Blanca i chyba mamy wspólnie historię.- podała mi rękę na przywitanie
-Lori- cicho się zaśmiałam ściskając jej dłoń.
Odeszłam, zostawiając go z zaskoczoną miną.
Nie wiem czy jego zachowanie miało mi zaimponować i miało być pociągające, ale jeśli właśnie taki był plan to, z przykrością stwierdzam, że nie zadziałał na mnie.
-Jai nie jest przyzwyczajony, że ktoś się go nie boi- usłyszałam za sobą przyjazny głos.
Odwróciłam głowę za moje ramie, a blond włosa dziewczyna kontynuowała swoja wypowiedz:
-Tak poza tym jestem Blanca i chyba mamy wspólnie historię.- podała mi rękę na przywitanie
-Lori- cicho się zaśmiałam ściskając jej dłoń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz