Moje przerażone oczy starały się odszukać wzroku Jai'a, ale ten spoglądał w niebo. Nie wyglądał, jak ja, na przerażonego, wręcz przeciwnie - wypuścił powietrze przez zęby z wielką siłą z poirytowaniem.
Nadal stałam blisko niego, sparaliżowana strachem. Gdy uświadomiłam sobie, że chłopak nie ma zamiaru zareagować, odepchnęłam się od niego robiąc krok w tył. Z tej perspektywy dokładnie mogłam zobaczyć jak jego gniewny wzrok przenosi się z jego butów, na mnie, a następnie na policjanta, który świecił w nas latarką. Moją zaszokowaną twarz odwróciłam w tą samą stronę co Jai i przymrużyłam powieki oślepiona mocnym światłem latarki.
- Wasza dwójka pójdzie zemną. - wpatrywałam się w ziemię, już nie żyłam. To będzie gorsze od śmierci.
Rzuciłam Jai'owi ostrożne spojrzenie, ale on wyglądał na zdeterminowanego, a następnie delikatnie wepchnął mnie na tylne siedzenie radiowozu. Sam też wsiadł, zamykając za sobą drzwi. Wpatrywałam się w niego z osłupieniem. Nie wiem dlaczego, ale myślałam, że Jai zacznie się awanturować i będzie się bronić.
Tak właściwie to dlaczego zabierają nas na komisariat? Ohh... może dlatego, że jesteśmy nie pełnoletni w klubie, pijani, no i cóż jeszcze ta bójka przed paru chwil. Tak, wydaje mi się, że to może być to. Zaśmiałam się ironicznie w mojej głowie, z tego jaka głupia jestem.
- Nie jesteśmy aresztowani, ok? - powiedział do mnie z lekką irytacją w głosie. - Nic nam sie nie stanie, nic nas o nic nie oskarży, jeśli zeznasz na policji, że nic nie widziałaś. - mówiąc to jego głos z cichł do maximum, tak aby policja nie mogła go usłyszeć.
-Al..- przerwałam, gdy Jai delikatnie odwrócił ciało w moją stronę.
- Posłuchaj. - wyszeptał, łapiąc za moją roztrzęsioną dłoń.- Pojedziemy teraz na komisariat, a tam zadadzą ci kilka pytań na temat tej bójki. Cokolwiek by ci mówili, lub wmawiali, masz powiedzieć, że nie wiesz nic o bójce, a tym bardziej nie znasz pobitego chłopaka. Jedyne co masz powiedzieć to to, że wyszłaś z swoim chłopakiem, aby się trochę zabawić. - puścił mi oczko na te słowa, lecz nie zwróciłam na to większej uwagi, ponieważ nadal układałam sobie w głowie to wszystko co powiedział mi Jai.
-Jai, ale.. - po raz kolejny mi przerwał, wtrącając swoje dwa słowa, które automatycznie sprawiły, że zgodziłam się podać fałszywe zeznania:
- Jeśli mnie wydasz, pójdę siedzieć. - jego głos nie był już tak delikatny jak sekundę temu. Mogłam wyczuć w nich bardziej rozkaz niż prośbę.
Jai puścił moją dłoń, w momencie kiedy policjant zgasił silnik radiowozu.
"Już nie żyję" - pomyślałam załamując się w myślach.
***
-Dobrze, w takim razie dziękujemy panno Mills. - po raz pierwszy od kąt rozpoczęli mnie przesłuchiwać odetchnęłam z ulgą. - Możesz zaczekać na swojego ojca na korytarzu, już po Ciebie jedzie.
Nie! Tylko nie on! Nie dość, że się z nim pokłóciłam i uciekłam z domu na imprezę, bez jego wiedzy, to jeszcze musi odebrać mnie z komisariatu w stanie nie ważkości. Już nie mam życia. On mnie przecież zabije.
-Pani przyjaciel jest aktualnie przesłuchiwany, proszę się nie martwić, jest tu częstym bywalcem. - policjant chyba myślał, że przejmuje się Jai'em, ja jednak bardziej martwię się o swoje życie.
Zaraz, zaraz. Jakto jest tu stałym bywalcem? To dlatego był bardziej zły niż przerażony widząc policje.
Musze go jak najszybciej znaleźć przed przyjazdem ojca. Musze mu opowiedzieć, że zeznałam dokładnie tak jak mnie o to prosił i muszę mu zadać kilka pytań, bo sama się w tym wszystkim pogubiłam.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że całowałam się z chłopakiem, o którym nic nie wiem. Och.. nie wybaczcie, jest jedna rzecz, którą wiem - jest agresywny. Być może to dlatego, jak to powiedział policjant, często zabiera go policja?
Odetchnęłam głęboko prostując się, a następnie wstając z krzesła. Powoli podeszłam do masywnych drzwi i chwyciłam za klamkę, otwierając je. Wychodząc z ciemnego, małego i nie przytulnego pomieszczenia, znalazłam się na oświetlonym korytarzu. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie i przejęłam się widząc, że jest godzina 3 w nocy. Nie do końca wiedziałam, w którą stronę mam się udać. Postanowiłam pójść do głównego holu, gdzie mogłabym zapytać o przesłuchiwanego Jai'a. Naprawdę zaczynałam się o niego martwić. Dlaczego jest przesłuchiwany dłużej ode mnie?
Szłam długim korytarzem, dopóki nie zauważyłam większego ruchu i szmeru, uznałam, że musi to być mój cel i przyspieszyłam kroku. Nie myliłam się, doszłam do otwartego pomieszczenia, gdzie za wysoką ladą siedziały dwie panie policjantki, na krzesłach siedziało parę młodych ludzi ubranych w imprezowe ciuchy i kilka starszych, którzy musieli być ich opiekunami.
Widzę, że ich imprezy skończyły się tak jak i moja. Och.. może tylko bez jednego szczegółu, pobicia człowieka, niema na śmierć.
Bije sobie w głowie brawa, za jakże cenne uwagi, dopóki nie poczułam mocnego, aż za bardzo mocnego uścisku na mojej ręce. Zasyczałam z bólu, próbując wydostać się z ciasnego uścisku, co tylko spowodowało jeszcze większy ból. Zmarszczyłam brwi i popatrzyłam w niemal czarne oczy mojego ojca.
- Jesteś największym kłopotem jaki przytrafił mi się w życiu - uuu miłe przywitanie tatuśku.
Naprawdę nie wiem co dziś zemną jest nie tak. Dlaczego sypie ironiami na prawo i lewo pomimo, że sytuacja wymaga powagi. Tak powagi, ponieważ... cóż, najpierw kłótnia z ojcem, potem ucieczka, impreza, alkohol, pobicie, pocałunek, policja, fałszywe zeznania - uff długi dzień, jestem taka zmęczona. Zmęczona, a co za tym idzie... ironiczna.
A gdzie moje przerażenie? Cóż, może jeszcze alkohol mnie trzyma?
Jedyną reakcję na jaką było mnie stać to kpiący śmiech. Jestem okropna w tym momencie, bo wiem, że jeszcze bardziej go tym denerwuje, ale sama nie potrafię się kontrolować.
Szarpnął mnie za ramie, które nadal mocno ściska i pociągnął w stronę wyjścia, nie odzywając się ani słowem. Jestem pewna, że jutro zostanie ślad, po jego mocnym uścisku. Minęliśmy automatyczne drzwi, które zamknęły się zaraz za nami.
-Nie chce nic mówić, ale odrobinkę mnie bolą twoje czułości. - pozwoliłam sobie z niego zakpić po raz kolejny.
Nie zareagował na mój komentarz, tylko szarpnął mnie jeszcze mocniej idąc przede mną i ciągnąc mnie po schodach szybkim tempem do auta. Zaczęłam już niemal biec, aby nadrobić do jego tempa chodu.
Zaczęłam już nawet fukać, aby dać mu do zrozumienia, że mi się to nie podoba. Złapałam za jego długie palce oplatające moją rękę, aby poluźnić uścisk, ale moja siła okazała się minimalna do jego.
-Odeśle Cię z powrotem do matki i będzie święty spokój.
Jego słowa tną moje serce na pół. Próbowałam być silna, ale nikt nie byłby na takie słowa.
Wiem, że to wszystko moja wina i tak naprawdę nikt nie chce mnie zatrzymać na dłużej. To nie jest pierwszy raz gdy mama wysyła mnie do rodziny. Całe moje życie polega na podróży. Najpierw ciocia, u której mieszkałam rok, potem brat - 9 miesięcy, a teraz on - ostatnia szansa. Ją też zmarnuję, bo przecież niszczę wszystko co inni chcą zrobić dla mnie. Bunt przeciwko rodzinie. Cóż nie byłabym taka, gdyby ktoś naprawdę chciał, abym u niego mieszkała.
Nie była to zwyczajna osobą, to był chłopak, chłopak z burza loków i kurde z grubym kołnierzem. To był Harry. Był niemal tak samo zaskoczony moim widokiem jak ja jego. Oglądnął się za siebie, a ja ujrzałam jego rozchylone wargi w literę "o". Był zaskoczony, smutny i zdezorientowany. To kompromitujące, że zobaczył mnie w takim stanie i w takiej sytuacji. Ciągnięta i zapłakana przez ojca. Złapaliśmy kontakt wzrokowy na kilka sekund dopóki, go nie przerwałam onieśmielona jego spojrzeniem. Zdążyłam wysłać mu tylko głuchą prośbę o pomoc.
