czwartek, 29 sierpnia 2013

Six

* w tle *

Moje przerażone oczy starały się odszukać wzroku Jai'a, ale ten spoglądał w niebo. Nie wyglądał, jak ja, na przerażonego, wręcz przeciwnie - wypuścił powietrze przez zęby z wielką siłą z poirytowaniem.
Nadal stałam blisko niego, sparaliżowana strachem. Gdy uświadomiłam sobie, że chłopak nie ma zamiaru zareagować, odepchnęłam się od niego robiąc krok w tył. Z tej perspektywy dokładnie mogłam zobaczyć jak jego gniewny wzrok przenosi się z jego butów, na mnie, a następnie na policjanta, który świecił w nas latarką. Moją zaszokowaną twarz odwróciłam w tą samą stronę co Jai i przymrużyłam powieki oślepiona mocnym światłem latarki.
- Wasza dwójka pójdzie zemną. - wpatrywałam się w ziemię, już nie żyłam. To będzie gorsze od śmierci.
Rzuciłam Jai'owi ostrożne spojrzenie, ale on wyglądał na zdeterminowanego, a następnie delikatnie wepchnął mnie na tylne siedzenie radiowozu. Sam też wsiadł, zamykając za sobą drzwi. Wpatrywałam się w niego z osłupieniem. Nie wiem dlaczego, ale myślałam, że Jai zacznie się awanturować i będzie się bronić.
Tak właściwie to dlaczego zabierają nas na komisariat? Ohh... może dlatego, że jesteśmy nie pełnoletni w klubie, pijani, no i cóż jeszcze ta bójka przed paru chwil. Tak, wydaje mi się, że to może być to. Zaśmiałam się ironicznie w mojej głowie, z tego jaka głupia jestem.
Po raz kolejny posłałam chłopakowi zatroskane spojrzenie. Mogłam zobaczyć jak jego jabłko Adama się  porusza, pod wpływem przełykanej śliny. Jai delikatnie oblizał ustał i złapał pomiędzy zęby swój kolczyk w wardze. W końcu postanowił na mnie spojrzeć. Zamrugał delikatnie i bardzo spokojnie. Dodało mi to minimalnej otuchy.
- Nie jesteśmy aresztowani, ok? - powiedział do mnie z lekką irytacją w głosie. - Nic nam sie nie stanie, nic nas o nic nie oskarży, jeśli zeznasz na policji, że nic nie widziałaś. - mówiąc to jego głos z cichł do maximum, tak aby policja nie mogła go usłyszeć.
-Al..- przerwałam, gdy Jai delikatnie odwrócił ciało w moją stronę.
- Posłuchaj. - wyszeptał, łapiąc za moją roztrzęsioną dłoń.- Pojedziemy teraz na komisariat, a tam zadadzą ci kilka pytań na temat tej bójki. Cokolwiek by ci mówili, lub wmawiali, masz powiedzieć, że nie wiesz nic o bójce, a tym bardziej nie znasz pobitego chłopaka. Jedyne co masz powiedzieć to to, że wyszłaś z swoim chłopakiem, aby się trochę zabawić. - puścił mi oczko na te słowa, lecz nie zwróciłam na to większej uwagi, ponieważ nadal układałam sobie w głowie to wszystko co powiedział mi Jai.
-Jai, ale.. - po raz kolejny mi przerwał, wtrącając swoje dwa słowa, które automatycznie sprawiły, że zgodziłam się podać fałszywe zeznania:
- Jeśli mnie wydasz, pójdę siedzieć. - jego głos nie był już tak delikatny jak sekundę temu. Mogłam wyczuć w nich bardziej rozkaz niż prośbę.
Jai puścił moją dłoń, w momencie kiedy policjant zgasił silnik radiowozu.  
"Już nie żyję" - pomyślałam załamując się w myślach.

***

-Dobrze, w takim razie dziękujemy panno Mills. - po raz pierwszy od kąt rozpoczęli mnie przesłuchiwać odetchnęłam z ulgą. - Możesz zaczekać na swojego ojca na korytarzu, już po Ciebie jedzie.
Nie! Tylko nie on! Nie dość, że się z nim pokłóciłam i uciekłam z domu na imprezę, bez jego wiedzy, to jeszcze musi odebrać mnie z komisariatu w stanie nie ważkości. Już nie mam życia. On mnie przecież zabije.
-Pani przyjaciel jest aktualnie przesłuchiwany, proszę się nie martwić, jest tu częstym bywalcem. - policjant chyba myślał, że przejmuje się Jai'em, ja jednak bardziej martwię się o swoje życie.
Zaraz, zaraz. Jakto jest tu stałym bywalcem? To dlatego był bardziej zły niż przerażony widząc policje.
Musze go jak najszybciej znaleźć przed przyjazdem ojca. Musze mu opowiedzieć, że zeznałam dokładnie tak jak mnie o to prosił i  muszę mu zadać kilka pytań, bo sama się w tym wszystkim pogubiłam.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że całowałam się z chłopakiem, o którym nic nie wiem. Och.. nie wybaczcie, jest jedna rzecz, którą wiem - jest agresywny. Być może to dlatego, jak to powiedział policjant, często zabiera go policja?
Postanowiłam, że pomyśle o tym wszystkim później, a teraz muszę odnaleźć Jai'a.
Odetchnęłam głęboko prostując się, a następnie wstając z krzesła. Powoli podeszłam do masywnych drzwi i chwyciłam za klamkę, otwierając je. Wychodząc z ciemnego, małego i nie przytulnego pomieszczenia, znalazłam się na oświetlonym korytarzu. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie i przejęłam się widząc, że jest godzina 3 w nocy. Nie do końca wiedziałam, w którą stronę mam się udać. Postanowiłam pójść do głównego holu, gdzie mogłabym zapytać o przesłuchiwanego Jai'a. Naprawdę zaczynałam się o niego martwić. Dlaczego jest przesłuchiwany dłużej ode mnie?
Szłam długim korytarzem, dopóki nie zauważyłam większego ruchu i szmeru, uznałam, że musi to być mój cel i przyspieszyłam kroku. Nie myliłam się, doszłam do otwartego pomieszczenia, gdzie za wysoką ladą siedziały dwie panie policjantki, na krzesłach siedziało parę młodych ludzi ubranych w imprezowe ciuchy i kilka starszych, którzy musieli być ich opiekunami.
Widzę, że ich imprezy skończyły się tak jak i moja. Och.. może tylko bez jednego szczegółu, pobicia człowieka, niema na śmierć.
Bije sobie w głowie brawa, za jakże cenne uwagi, dopóki nie poczułam mocnego, aż za bardzo mocnego uścisku na mojej ręce. Zasyczałam z bólu, próbując wydostać się z ciasnego uścisku, co tylko spowodowało jeszcze większy ból. Zmarszczyłam brwi i popatrzyłam w niemal czarne oczy mojego ojca.
- Jesteś największym kłopotem jaki przytrafił mi się w życiu - uuu miłe przywitanie tatuśku.
Naprawdę nie wiem co dziś zemną jest nie tak. Dlaczego sypie ironiami na prawo i lewo pomimo, że sytuacja wymaga powagi. Tak powagi, ponieważ... cóż, najpierw kłótnia z ojcem, potem ucieczka, impreza, alkohol, pobicie, pocałunek, policja, fałszywe zeznania - uff długi dzień, jestem taka zmęczona. Zmęczona, a co za tym idzie... ironiczna.
A gdzie moje przerażenie? Cóż, może jeszcze alkohol mnie trzyma?
Jedyną reakcję na jaką było mnie stać to kpiący śmiech. Jestem okropna w tym momencie, bo wiem, że jeszcze bardziej go tym denerwuje, ale sama nie potrafię się kontrolować.
Szarpnął mnie za ramie, które nadal mocno ściska i pociągnął w stronę wyjścia, nie odzywając się ani słowem. Jestem pewna, że jutro zostanie ślad, po jego mocnym uścisku. Minęliśmy automatyczne drzwi, które zamknęły się zaraz za nami.
-Nie chce nic mówić, ale odrobinkę mnie bolą twoje czułości. - pozwoliłam sobie z niego zakpić po raz kolejny.
Nie zareagował na mój komentarz, tylko szarpnął mnie jeszcze mocniej idąc przede mną i ciągnąc mnie po schodach szybkim tempem do auta. Zaczęłam już niemal biec, aby nadrobić do jego tempa chodu.
Zaczęłam już nawet fukać, aby dać mu do zrozumienia, że mi się to nie podoba. Złapałam za jego długie palce oplatające moją rękę, aby poluźnić uścisk, ale moja siła okazała się minimalna do jego.
-Odeśle Cię z powrotem do matki i będzie święty spokój.
Jego słowa tną moje serce na pół. Próbowałam być silna, ale nikt nie byłby na takie słowa.
Wiem, że to wszystko moja wina i tak naprawdę nikt nie chce mnie zatrzymać na dłużej. To nie jest pierwszy raz gdy mama wysyła mnie do rodziny. Całe moje życie polega na podróży. Najpierw ciocia, u której mieszkałam rok, potem brat - 9 miesięcy, a teraz on - ostatnia szansa. Ją też zmarnuję, bo przecież niszczę wszystko co inni chcą zrobić dla mnie. Bunt przeciwko rodzinie. Cóż nie byłabym taka, gdyby ktoś naprawdę chciał, abym u niego mieszkała.
Poczułam jak moje oczy zachodzi mgła, więc szybko zamrugałam powiekami, aby uniemożliwić spłyniecie pojedynczych łez. Odwróciłam wzrok za siebie, by nie patrzyć na jego dominująca i wściekłą posturę. Wszelkie próby powstrzymania łez się nie powiodły i w momencie, gdy jedna spłynęła po moim policzku, zobaczyłam jak mija nas pewna osoba.
Nie była to zwyczajna osobą, to był chłopak, chłopak z burza loków i kurde z grubym kołnierzem. To był Harry. Był niemal tak samo zaskoczony moim widokiem jak ja jego. Oglądnął się za siebie, a ja ujrzałam jego rozchylone wargi w literę "o". Był zaskoczony, smutny i zdezorientowany. To kompromitujące, że zobaczył mnie w takim stanie i w takiej sytuacji. Ciągnięta i zapłakana przez ojca. Złapaliśmy kontakt wzrokowy na kilka sekund dopóki, go nie przerwałam onieśmielona jego spojrzeniem. Zdążyłam wysłać mu tylko głuchą prośbę o pomoc.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Five

* w tle *

Miałam wrażenie, że chłopaki znają ochroniarza przed klubem. Przywitali się uściśnięciem ręki i weszli do środka, zostawiając długą kolejkę niezadowolonych ludzi za sobą. Przecisnęłam się za Alexa i przed Jai'a, który trzymając swoją rękę na moich plecach, popychał mnie delikatnie przez spocony tłum tańczących i pijanych ludzi. Alex prowadził nas gdzieś na koniec sali, gdzie mieli siedzieć reszta ich znajomych. Byłam odrobinę podenerwowana, gdy stanęłam twarzą w twarz z siódemką nieznanych mi osób. Podczas gdy chłopacy witali się ze swoimi przyjaciółmi, ja wycierałam wilgotne ręce o materiał krótkich szortów.
-Jestem Yasmine. Milo mi cię poznać. Wyglądasz olśniewająco.- uśmiechnęła się, ukazując swoje idealne zęby. Podziękowałam jej i również się przedstawiłam.
-A to jest Marcos i jego dziewczyna Nani - Jai skierował sie do mnie pokazując na parę przytulająca się na kanapie. - Obok to Love, Darsy i Ethan
Podałam każdemu z osobna dłoń, szeroko się uśmiechając.
-Poszukam Daniela przy barze, chcesz drinka?- zapytała spokojnie Yasmine
-Ymm. Tak, poproszę.
***

-To miejsce jest niesamowite!- wrzasnęłam starając się zagłuszyć muzykę, która rozbrzmiewała na cały klub.
Paczka znajomych mojego sąsiada była dla mnie naprawdę mila, polubiłam każdego z osobna - i mam nadzieje, że ze wzajemnością. Dowiedziałam się, że najbardziej rozgadana dziewczyna - Yasmine- jest z Danielem, tak jak Nani i Marcos. Wszyscy popijaliśmy drinki i głośno dyskutowaliśmy na mało ważne tematy. Oni starali się poznać mnie, a ja ich. Nawet Jai przestał mi przeszkadzać i od czasu do czasu zamieniłam z nim kilka pojedynczych słów.
Love i Darsy, które nie były zajęte tańcem, niespodziewanie podkradly się za mnie i nim poderwały mnie z loży powiedziały:
- Myślę, że pora zatańczyć.
Wyciągnęły mnie na zatłoczony parkiet. Przez ich nagły ruch moje nogi lekko się zachwiały, co było spowodowane dużą ilością wypitego alkoholu. 
Wszystkie kołysałyśmy biodrami w rytm granej muzyki i śmiałyśmy się gdy nasze ciała się zderzyły. W tym klubie najlepsze było to, że białe światło szybko się pojawiało i znikało tworząc przy tym efekt zwolnionego tępa. Czułam się niesamowicie w takich klimatach i mogłam uwolnić moje dzikie ruchy. Tańczyłam tak jak mi to odpowiadało, od czasu do czasu ocierając się o dziewczyny lub innych ludzi.
Szalałam na parkiecie z najbardziej zabawnymi dziewczynami, jakie kiedykolwiek spotkałam. Jak na potwierdzenie Darsy żartobliwie klepnęła mnie w tyłek, a ja zaśmiałam się jeszcze głośniej. Kontynuowałyśmy nasze dzikie pląsy przez jakiś czas, dopóki nie poczułam, że ilość spożytych napojów daje swe znaki.
Przeprosiłam dziewczyny i skierowałam się w stronę toalet, na końcu klubu. Przechodziłam przez ciasny korytarz. Jęknęłam cicho na widok długości kolejki dziewczyn czekających by się wysikać i oparłam się o ścianę. Chłodna ściana wywołała przyjemne ochłodzenie na mojej lepkiej i już mokrej skórze. Wzięłam głęboki oddech, aby uspokoić szybkie bicie mojego serca. Przymknęłam oczy z całej siły, gdy poczułam nieprzyjemny ruch w brzuchu. Szybko odepchnęłam się od ściany, zdając sobie sprawę, że zbiera mi się na wymioty. Podbiegłam do drzwi, które prowadziły na tył klubu i otworzyłam je powoli z powodu ciężaru. Zimny wiatr owiał moja wychyloną twarz, a ja automatycznie poczułam ulgę. Nieprzyjemne uczucie w brzuchu ustało, wiec postanowiłam wrócić do klubu.
-Paul, Paul, Paul - usłyszałam z zewnątrz czyjś kpiący, ale spokojny męski głos - Myślałeś, że twoje długi, same się spłacą ?
Odrobinę przestraszona złapałam się framugi i lekko się wychyliłam. Głosy były ledwie słyszalne, ale dokładnie mogłam zobaczyć do kogo należały. 
Szybko zdałam sobie sprawę co się dzieje, gdy pięść Jai'a zderzyła się z twarzą nieznajomego chłopaka. Zachwiał się do tyłu, a ciało bezwiednie oparło się o ścianę, tuż za nim. Nie wiedziałam, czy siła z jaką Jai uderzył to sprawiła, czy nietrzeźwy stan w jakim znajdował się chłopak. Jai nie wahał się ani chwili by uderzyć go kolanem w brzuch, na co ten zajęczał z bólu, gdy z jego nosa poleciała krew. Z trudem złapałam powietrze, kiedy Jai usiadł na mocno już rannym chłopaku. Silnie zaciśnięta, prawa pieść Jai'a, bez przerwy lądowała z wielka siłą na twarzy jego ofiary. Alkohol nagle ulotnił się z mojego ciała, pod wpływem adrenaliny i w końcu znalazłam odwagę by się temu przeciwstawić. Gdyby Jai kontynuował, mógłby go zabić, a na pewno nie zamierzał przestać. Szybko ruszyłam w ich stronę, a moje serce waliło jak oszalałe.
-Jai ! - wykrzykiwałam, kiedy desperacko próbowałam odciągnąć go za ramie.
Ale on ani drgnął. Był jak w transie - nie mógł przestać, nawet gdy ktoś był w koło. Jego dłoń powędrowała w dół, by zadać kolejny cios. Moje ręce kurczowo oplotły jego napięte mięśnie.
-Jai, przestań! Zabijesz go!
Odskoczyłam odrobinę od niego, kiedy wyrwał swoje ramiona z mojego uścisku. Jego zaciśnięta pięść, ciągle zadawała mocne uderzenia. Nie wiedziałam co mam robić, a czasu było coraz mniej, gdy Jai konsekwentnie wybijał resztki życia z półprzytomnego chłopaka. Jego twarz była pokryta krwią tak jak i pieść Jai'a. Zaczęłam panikować. Zaczynałam się jeszcze bardziej bać już wcześniej agresywnego Jai'a, wiedziałam, ze coś z nim jest nie tak i właśnie doświadczyłam to na własnej skórze. Oddaliłam się od niego na bezpieczną odległość.
- Jai ja się boje! - wychlipałam cicho przez łzy, przestraszona i roztrzęsiona do szpiku kości.
Głowa Jai'a gwałtownie odwróciła się w moją stronę. Udało mi się odwrócić jego uwagę. Podniósł się z ciała chłopaka i złapał mnie za rękę. Zostałam zwinnie wyciągnięta w szczelinę między dwoma wysokimi budynkami. Szybko odwróciłam głowę, by zobaczyć co z pobitym chłopakiem. On nadal leżał na ziemi, zwijając się. Jego posiniaczone ciało turlało się po ziemi, kiedy jęczał z bólu. 
Jai opierał się plecami o zimne cegły, nadal trzymając moją dłoń. Czułam na niej lepką ciecz i natychmiast wyrwałam rękę z jego dotyku z obrzydzeniem. 
Podparłam się oszołomiona rękami o jego tors, żeby nie upaść. Wszystko co słyszeliśmy to nasze ciężkie oddechy. Byłam zaskoczona i delikatnie wzdrygnęłam się, gdy długie palce Jai'a zaczęły zbierać z mojej twarzy włosy, które na nią opadały. Ze strachem w oczach spojrzałam na niego.
- Lori, wybacz. Nie chciałem Cię przestraszyć. Proszę wybacz mi. Ja.. ja- za jąkał się i oderwał ode mnie swoje intensywne, niebieskie oczy, tylko po to, by popatrzeć na swoje buty.- Ja musiałem to zrobić.
Jai był jednym z najbardziej przerażających facetów, ale i jednym z najprzystojniejszych. 
Mój strach ustał, gdy przyglądałam się jego twarzy. Jai był smutny przez kilka sekund, aż położyłam dłonie na jego szerokich ramionach. Pochyliłam się z wahaniem. Gorący oddech oplótł moją twarz, kiedy przywarłam do niego swoimi ustami. Nawet rzęsy zadrżały pod wpływem tego uczucia. Odsuwając się trochę od jego ciała, nadal nie mogłam odczytać jego reakcji. Powoli znowu pochyliłam się ku niemu, czekając. Poczułam duże dłonie na moich biodrach, a jego twarz zbliżyła się do mojej. Swoim  nosem dotykał mojego, delikatnie, jakby chciał upewnić się, ze się nie wycofam. Nie zrobiłam tego. Pełne usta Jai'a przywarły do moich. Były takie ciepłe. Jego ruchy były delikatne w porównaniu z tym, jak przed chwilą uderzał chłopaka.
- Lori... - zamruczał. 
- Mmm?
Zamknęłam oczy, odchylając się nieco i zaciągając głęboko jego zapachem.
- Musimy uciekać. Policja przyjechała.
Odepchnął się od ściany, łapiąc moje giętkie ciało w tali, zanim upadłam. Kostki jego dłoni, były zakrwawione i ciężko było mi stwierdzić, do kogo należała krew. Wzdrygnęłam się na ten widok, co spowodowało, że powiększyłam dystans pomiędzy nami. Jai przestraszył się i przylgnął mnie do równoległej ściany. Odetchnęłam nerwowo, gdy sygnał syreny policyjnej nie ustawał. Jai delikatnie i ostrożnie, tak by mnie nie przestraszyć, po raz kolejny, przysunął swoja twarz do mojej szyi. Jego usta ocierały w miejscu, gdzie szczęka styka się z szyją. Zaczął lekko ssać moja rozgrzaną skórę. Z przyjemności zamknęłam oczy, podczas gdy on zostawiał mokre pocałunki. Jego dłonie niebezpiecznie zbliżały się na moje biodra. Ciepły dotyk jego ust opuścił moją szyję. 
Spojrzenie Jai'a zatrzymało się na moich ustach. Jego oczy zapłonęły szaleństwem. Powoli potarł czubkiem swojego nosa, mój policzek, zanim zaczął powoli całować skórę. Poczułam przyjemne ciarki roznoszące się po moim ciele. Jego usta poruszały się płynnie, kiedy zostawiał kolejne pocałunki w kącikach moich ust. Kiedy obydwoje zorientowaliśmy się, że nie mam zamiaru go odepchnąć, przywarł nimi do moich warg. Ten pocałunek był bardziej niecierpliwy, niż ten z przed sekundy. Jego gorące usta docisnęły się do moich w przypływie namiętności. Moje ręce natychmiast owinęły się wokół jego szyi. Przesuwałam palcami z tyłu jego głowy. Czułam jego język na mojej dolnej wardze, a moje usta otworzyły się, dając mu lepszy dostęp, zanim jego utalentowany język ruszył do pracy. Mogłam spróbować smaku alkoholu wciąż trwającego w jego ustach. Jego ręce docisnęły się znowu do moich drobnych pleców, kiedy zaczęłam wyrywać się z jego ust. Otworzyłam oczy i zobaczyłam trzepoczące powieki Jai'a przepełnione potrzeba dłuższego pocałunku. Zachichotałam, natychmiast pozwalając niewinnemu pocałunkowi zmienić się w następne namiętne obściskiwanie się. Moje dłonie przejechały w dół jego klatki piersiowej, łapiąc końce szarej bluzy Jai'a. Pociągnęłam za nie, aby sprowadzić nas bliżej siebie. Wziął moją dolną wargę między zęby, na co uśmiechnęłam się i odciągnęłam się z dala od jego ugryzienia.
Nasze twarze były zaledwie centymetry od siebie.
-Dość tego obściskiwania. Państwo pójdą z nami. - dystans między nami naglę się powiększył, przez słowa mężczyzny ubranego w policyjny mundur.

sobota, 27 lipca 2013

Four

* w tle *

"Nic się takiego nie stało" - wmawiałam sobie, ciągle stojąc przyciśnięta do drzwi wejściowych mojego domu. Szok spowodował, że nie mogłam ruszyć się z miejsca. Mimowolnie się uśmiechałam i wkurzałam na to co moje usta wyprawiają. Ale wspomnienie tego co wydarzyło się w aucie, nie chciało opuścić mojego umysłu. Czułam się jak zahipnotyzowana, jego dotyk i spojrzenie... Nie! Nie mogę o nim myśleć w taki sposób, on ma przecież dziewczynę, a na dodatek jest moją najlepszą przyjaciółką. Skarałam się w głowie, że o nim myślę i ruszyłam do kuchni po coś, co rozgrzało by moje zmarznięte ciało. Ciągle panujący głupi uśmieszek na mojej twarzy zniknął, gdy zobaczyłam ojca siedzącego przy niewielkim stoliku pod oknem. Odłożyłam na bok moja torbę i nastawiłam wodę na gorąca czekoladę, nie zwracając na niego większej uwagi.
-Kto to był?- zapytał ostro, co jeszcze bardziej mnie do niego zraziło.
-Harry.- odparłam mu obojętnie, wyciągając kubek i stawiając go na jasnym blacie.
-Nie możesz się z nim spotykać.
Popatrzyłam na niego zaszokowana, podnosząc jedna brew do góry. Czy on sobie żartuje? Powiedział to z takim spokojem w głosie, jakby mógł mną kierować i decydować z kim mogę się kolegować, a z kim nie. Rozbawił mnie.
-Śmieszny jesteś.- zaczęłam się śmiać, by pokazać mu gdzie mam jego uwagi i jego zdanie.
-Jak ty do mnie mówisz?- podniósł się z krzesła, podchodząc do mnie i wrogo na mnie patrząc.
-To co słyszałeś. Jesteś moim ojcem tylko w papierkach. I niestety muszę tu mieszkać, ale spoko, póki ja nie wchodzę ci w drogę, ty rób to samo.- mówiąc to, nawet na niego nie spojrzałam, chciałam zachować jak największy spokój, bo wiem, ze to jeszcze bardziej go zirytuje.
-Mieszkasz u mnie, więc to mnie się słuchasz.
-Obydwoje wiemy, że ani ty mnie tu nie chcesz, ani ja tu nie chce być.- dla mnie rozmowa została zakończona, dlatego odwróciłam się na piecie i skierowałam się z kubkiem gorącego napoju do drzwi, zostawiając go zdenerwowanego na największym poziomie.
-W każdym momencie możesz się wyprowadzić!- krzyknął, gdy wychodziłam już po schodach do swojego pokoju.
Tak? Mam się wyprowadzić? No to zobaczmy jak zareaguje, gdy naprawdę to się spełni. A spełni się szybciej niż by się tego spodziewał. Głupi dawca plemników. Nic, a nic dla mnie nie znaczy, jest dla mnie nikim. Ojciec powinien zachowywać się jak ojciec przez całe moje życie, a nie przypominać sobie o wychowaniu mnie, gdy już sama to zrobiłam. Naprawdę nie wiem za jakie grzechy musiałam znaleźć się w tym miejscu i z tym facetem. Rozumiem, że mama nie ma dla mnie czasu, ale wolałam swój dom w Anglii. W prawdzie byłam tam sama, ale jak najbardziej mi to odpowiadało. Robiłam co chciałam i nikt nie kazał mi się spowiadać, a w szczególności, nikt nie zakazywał mi się spotkać z przyjaciółmi. Ok. może przesadziłam, Harry nie jest moim przyjacielem, nawet go nie znam, ale właśnie w szczególności nie może zabronić mi poznawania nowych ludzi. Szczególnie, że, tego teraz najbardziej tu potrzebuje.
Swoją drogą dlaczego nie mogę się spotykać z Harrym? Skąd on w ogóle wiedział o jakim Harrym ja mówię? Jest przecież tyle osób o tym imieniu. A co jeśli chodziło mu o to, że nie mogę się spotykać z jakimkolwiek chłopakiem? Co jeśli naprawdę o to mu chodziło? Jeszcze mu pokaże kto tu rozdaje karty.
Wchodząc do swojego pokoju od razu rzuciłam się na ogromne łózko, znajdujące się na środku pokoju. Otworzyłam laptopa i przeglądałam tumblr'a. Chwile później usłyszałam dźwięk telefonu oznaczający, ze dostałam wiadomość. Rozglądnęłam się po pokoju w poszukiwaniu iPhone'a.Wyświetlacz zabłysnął w mojej torebce, chciałam go wydostać nie schodząc z wygodnego łóżka. Połową ciała leżałam na łóżku, a drugą próbowałam dostać telefon.
Gdy mi się to w końcu udało, usatysfakcjonowana odblokowałam go, aby przeczytać wiadomość. Byłam zaskoczona, że napisał do mnie Alex, nasza ostatnia rozmowa nie zakończyła się zbytnio przyjemnie. "Zapraszam Cię na przeprosinową imprezę Xoxo." - moje zaskoczenie wskoczyło na wyższy poziom, po przeczytaniu tego. Ale skoro dla Alexa nic się nie stało, to może jestem tylko przewrażliwiona.
Naprawdę ucieszyłam się, gdy Alex zaproponował mi imprezę. Właśnie tego teraz potrzebowałam. Wyrwać się z domu i zabawić. Nie mogę przecież ciągle myśleć i zadręczać się pytaniami, na które nie znam odpowiedzi.
Od razu się zgodziłam i zaczęłam szukać odpowiednich ubrań na imprezę. Wybrałam krótkie, jasno różowe spodenki z wysokim stanem i podwójnym rządem złotych guzików, a do tego białą koronkową bluzkę na szeleczkach. Wzięłam szybki prysznic, włosy spięłam w wysoki kucyk, dodałam dużo złotej biżuterii na ręce i szyje, zgarnęłam jedne z najwyższych obcasów jakie posiadam, popsikałam się perfumami, by zwabić chłopaków i już przygotowana wyszłam z pokoju. Bardzo cicho zeszłam ze schodów, rozglądnęłam się w kolo czy nie ma ojca. Znowu był w kuchni, ale tym razem przygotowywał sobie kolacje. Wykorzystałam chwile jego nieuwagi i szybko pobiegłam przez salon, aż do drzwi wejściowych. Cicho je za sobą zamknęłam. Auto Alexa już stało, wprawdzie nie zaraz pod moim domem, ale po przeciwnej stronie.
Opierając się o auto, stał chłopak. Myślałam, że to Alex, ale on był po drugiej stronie. Dokładnie przyjrzałam się osobie stojącej i rozpoznałam w nim Jai'a. Przewróciłam poirytowana oczami. Nie miałam zamiaru ukrywać mojego niezadowolenia, od samego początku nie przepadam za nim i wydaje mi się, że prędko się to nie zmieni. Zresztą, Jai sam sobie zapracował na taką reputacje.
Popatrzyłam na niego katem oka, aby zobaczyć jego reakcje. Jeśli mam być szczera to i on musiał być zaszokowana, że mnie widzi. Jego mimika twarzy z znudzonej zmieniła się na zaciekawiona i zaskoczoną. Usta delikatnie się rozszerzyły, tak samo jak oczy. Był przystojny, widzę to nawet z daleka i po ciemku. Intrygowały mnie jego kolczyki, to było coś nie spotykanego dla mnie i szczerze podobało mi się to. Dodawało mu to tajemniczości i czegoś co pociągało mnie w nim. Wyglądał niegrzecznie, szczególnie, ze miał kaptur założony na czapkę, którą miał na głowię.
Gdy zdałam sobie sprawę, że obydwoje się sobie przyglądamy, odwróciłam wzrok na Alexa, który właśnie wyszedł z auta. W zabawny sposób podniósł kąciki swoich ust, wskazującymi palcami, pokazując mi tym, że powinnam się uśmiechnąć. Rozbawił mnie tym, wiec cicho się zaśmiałam, a on mi zawtórował. W jednej chwili zdałam sobie sprawę, że nie mam o co się obrażać i strzelać fochy, tylko powinnam się dobrze bawić.
-Nie mówiłeś, że będziemy mieli gościa. - przerwał nam Jai, który właśnie odwrócił się w nasza stronę.
Wydawał się nie zadowolony, że jestem z nimi, wiec postanowiłam nie wchodzić mu dzisiaj w drogę.
-Niespodzianka.- zaśmiał się Alex, puszczając do mnie oczko.
Wszyscy wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy z naszej ulicy, udając sie do tylko im znanej dyskoteki.
To pierwsza taka impreza od kąt tu jestem. Alex mówił, że będzie dużo ludzi z naszej szkoły. Od razu pomyślałam o Blance i Harrym.

piątek, 19 lipca 2013

Three

* w tle *

Leniwie wychodziłam po schodach, kierując się do swojego pokoju, po skończonym obiedzie. Przyspieszyłam kroku, gdy usłyszałam, że mój telefon dzwoni. Rzuciłam się na łózko i odebrałam połączenie.
-Hallo ?
-No w końcu odebrałaś telefon- usłyszałam słodki śmiech, po drugiej stronie telefonu.
-Przepraszam Blanca, zostawiłam telefon na górze, a właśnie jadłam obiad... - przerwałam, gdy zdałam sobie sprawę że zaczęłam się bez sensu tłumaczyć.
-Dzwonie, bo chciałam cie zaprosić na popołudniowy mecz u nas w szkole, będę na nim tańczyć z dziewczynami, a ty pewnie i tak się nudzisz wiec wpadnij na 17:00. Będę czekać. - zakończyła głosem, nieznoszącym sprzeciwu.
-Na pewno tam będę - przyjęłam jej zaproszeni, widocznie zadowolona, że nie będę musiała kolejnego dnia spędzić samotnie przed telewizorem.
Po pożegnaniu się z Blanką, wstałam z łózka na którym leżałam i podeszłam do niewielkiej garderoby, z której wyciągałam jeansowe szorty z wysokim stanem i luźną bluzkę odsłaniającą boki żeber. Jeśli chciałam zdążyć, musiałam już wyjść, wiec założyłam tylko fioletowe Vansy i wyszłam z domu, uprzednio go zamykając. Słońce przyjemnie ogrzewało moją skórę. Spacer był wyśmienitym pomysłem, jak na taka pogodę.

***

Gdy dotarłam już na miejsce, trybuny były niemal całkowicie zajęte. Nawet nie zdawałam sobie sprawy ile uczniów kibicuje swojej drużynie. Znalazłam wolne miejsce, z którego doskonale widziałam rozgrywający się sport. Siedziałam spokojnie obserwując zagrywki i rozgrzewki cheereaderek.
W pewnym momencie, stało się to po prostu nudne. Cóż, może gdybym miała do kogo otworzyć buzie, inaczej by to wyglądało. Znudzona zaczęłam rozglądać się po trybunach, w poszukiwaniu znajomej twarzy. Miałam nadzieje na spotkanie Alexa. Mój wzrok zatrzymał się na chłopaku z kręconymi włosami, który siedział z grupką znajomych. Rozpoznałam w nim Harrego. Gdy nasze oczy sie spotkały chłopak w zaskoczeniu powiedział ciche "wow" i szeroko się uśmiechnął. Czułam się trochę skrępowana i zawstydzona, lekko podniosłam kąciki ust i szybko odwróciłam wzrok, udając, że mecz bardzo mnie interesuje.
Dźwięk oznaczający zakończenie meczu, sprawił, że poczułam ulgę. Gdy wszyscy wstali i krzyczeli z radości, że nasza drużyna wygrała, ja postanowiłam wrócić już do domu. Powoli próbowałam przecisnąć się przez tłum. Im szybciej się stąd wydostane, tym szybciej ucieknę od ciągłego spojrzenia Harrego. Naprawdę czuje się wtedy skrępowana, nikt nigdy nie patrzył na mnie takim wzrokiem jak on. Sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Z jednej strony to przerażające - on jest przerażający, ale z drugie, Harry jest tak niesamowicie przystojny, że sama nie mogę odciągnąć od niego swoje spojrzenie. Staram się być twarda, ale jego słodkie dołeczki, gdy się uśmiecha, nie pozwalają mi o nim zapomnieć.
W pewnym momencie poczułam dość silne szarpnięcie za łokieć. Odwróciłam się i syknęłam przez zadany mi ból. Moim oczom ukazały się te same dwa dołeczki w policzkach, o których przed chwilą myślałam. Usta w śmieszny sposób ułożyły mi się w literkę "o" z zdziwienia, a jego uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył. Był idealny. Idealnie skomplikowany i nie normalnie przerażający.
-Zamknij buzie, bo coś ci do niej wleci - cicho zaśmiał się pod nosem puszczając moją rękę z niezręcznego uścisku. Jego głos był tak głęboki z lekką chrypką, przyprawiał mnie o ciarki na całym ciele. Wzdrygnęłam się.
Nie żeby mi rozkazywał, ale jak powiedział tak tez zrobiłam.
-Dobra dziewczynka - pochwalił moje zachowanie z szyderczym uśmieszkiem. Ten chłopak powoli zaczynał mnie irytować.
Prychnęłam tylko pod nosem i odwracając się na pięcie powróciłam do swojej drogi do domu.
-Zaczekaj Bebe ! Chyba nie chcesz tak po prostu ode mnie uciec ?
Jego pewność siebie mnie rozśmieszyła.
-No to popatrz.
Mówiąc to szeroko się uśmiechnęłam i podniosłam jedną z brwi, zostawiając go samego na schodach znajdujących się na trybunach. Za sobą usłyszałam tylko zdenerwowany głos Blanki wołającej jego imię. Odwróciłam głowę za siebie, by móc ich zobaczyć. Blanka stała tyłem do mnie wymachując rękami, przez huk na widowni, nie mogłam dosłyszeć o czym rozmawiają, ale jedno wyraźnie zrozumiałam
-Ją zostaw w spokoju !
Nie rozumiem reakcji Blanki. Ja na jej miejscu na pewno bym się ostrzej zachowała, szczególnie jeśli bylibyśmy parą. Nie wiem czy oni nią są, ale wszystko na to wskazywało.

***

Byłam dopiero w połowie drogi do domu, a już nie mogłam się doczekać by dotrzeć na miejsce i wziąć gorący prysznic. Pogoda była ładna, jednak chłodny wiatr przyprawił mnie o ciarki. Potarłam dłońmi o ramiona, by rozgrzać zmarznięte ciało, jednak na długo to nie pomagało.
-Lori? - usłyszałam głos tuż za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam dumnie siedzącego w swoim samochodzie Harrego. Skąd on znał moje imię? - Jak możesz iść taki kawał drogi sama? - zapytał uśmiechając się. Wzruszyłam ramionami - Wsiadaj - pokazał głową, abym wsiadła na miejsce pasażera.
Po chwili zastanowienia, podbiegłam do samochodu, otwierając drzwi i wdrapując się do niego. Harry mial  Land Rover'a, który był trzy razy większy ode mnie, więc miałam nie małe trudności, by wdrapać się do samochodu.
-Dziękuje Harry - powiedziałam kiedy ten zaczął ruszać z miejsca.
Podałam mu swój adres, pod który miał mnie zawieść i w aucie zapanowała nie zręczna cisza. Nagle zaczęłam się zastanawiać co mnie podkusiło, żeby wsiadać do jego auta. Przecież wcale go nie znam, mógł się okazać porywaczem, albo gorzej ! Gwałcicielem ! Co ja tez opowiadam ? Głupia naoglądałam się filmów i teraz mój mózg przywołuje sobie wszystkie straszne obrazy. Harry nigdy by mnie nie skrzywdził. Za wszelką cenę próbowałam myśleć pozytywnie. Skupiłam swój wzrok na radiu. Swoją drogą nawet nie grało. Postanowiłam go włączyć. Harry chyba miał takie same plany, bo w momencie, w którym wyciągnęłam rękę, on zrobił to samo i nasze palce się spotkały. Natychmiast spuściłam swoją dłoń i położyłam ją pod udami, tak by już mnie nie korciło nimi ruszać. Ku mojemu zaskoczeniu, Harry tylko się zaśmiał i sam nacisnął przycisk włączający radio.
Im dłużej jechaliśmy, mi robiło się coraz zimniej. Wsadziłam ręce głęboko do rękawów i zaczęłam pocierać nawzajem dłońmi, żeby je nieco ogrzać. Na szczęście dotarliśmy już do mojego domu. Harry zatrzymał auto i popatrzył w moją stronę.
-Masz zimne ręce? - zapytał.
Przytaknęłam głową, nie przerywając pocierania. Chłopak wyciągnął do mnie swoje dłonie dając znak, abym podała mu moje i umieścił je w nich. Rzuciłam do niego pytające spojrzenie, a ten potrząsnął głową.
-Podaj mi ręce - zaśmiał się kiedy z niepewnością podałam mu dłonie, patrząc mu głęboko w oczy.
Trzymał je mocno w swoich zbliżając swoje usta do naszych rąk dmuchając na nie. Ciepłe powietrze wychodzące z jego ust zaczęło ogrzewać moje dłonie. Robił to cały czas nie spuszczając ze mnie wzroku. Ja rownież przyglądałam mu się z uwagą. Nigdy wcześniej nie miałam okazji zobaczyć jego intensywnie zielonych oczu.Nadal miał na twarzy dwa słodkie dołeczki, gdy się uśmiechał. Zdałam sobie sprawe, że każda rzecz zdobi jego twarz. Był idealny. Wpatrywałam się wyraźnie w jego twarz zdając sobie sprawę, że on robi to samo.
Powoli opuścił w dół moje ręce, splatając swoje palce z moimi. Popatrzyłam w dół, tylko po to, żeby następnie przenieść wzrok do góry i widzieć go wpatrującego się we mnie. Ponownie spojrzałam na nasze dłonie i rozplątałam je z uścisku zostawiając Harrego zdezorientowanego  ze zdziwieniem na twarzy.
-Dziękuje, że mnie podwiozłeś do domu. - Mówiąc to złapałam za klamkę, by otworzyć drzwi i szybko wydostać się z tego auta.
Harry w ostatniej chwili chwycił moją wolna dłoń, którą jeszcze przed chwilą trzymał zamkniętą w swojej. Delikatnie pociągnął mnie za nią i przybliżając się do mnie, pocałował mnie lekko w policzek. Zaszokowana wysiadłam z samochodu zatrzaskując za sobą drzwi.
-Do zobaczenia Bebe.- powiedział za mną.
Truchtem podbiegłam do domu i otwierając, a następnie zamykając drzwi, chciałam odciąć się od tego co przed chwilą się wydarzyło.

wtorek, 25 czerwca 2013

Two

* w tle *

Zamykałam właśnie za sobą szkolną szafkę, gdy w wejściu do szkoły zobaczyłam moją nową i jak na razie jedyną przyjaciółkę - Blance. Naprawdę się polubiłyśmy pod czas razem spędzonej lekcji. Dowiedziałam się z kim się trzymać, by przetrwać, a kogo omijać. Zaprosiła mnie nawet na trening cheerleaders, do których Blanka należy i jest kapitanem. Oczywiście zgodziłam się.
Chciałam już iść w jej kierunku, abyśmy ody dwie udały się na lunch, lecz Blanca rozmawiała z mega przystojnym chłopakiem. Był od niej o wiele wyższy, ale to dlatego, że dziewczyna nie należy do najwyższych osób. Tak jak ona miał grube, kręcone włosy, jednak jego były koloru czekolady. Słodko się uśmiechał, ukazując dołeczki w policzkach. Miał niesamowicie zaróżowione usta i nienaganną posturę. Jednym słowem, był moim ideałem. Szybko otrząsnęłam się, z szoku, po zobaczeniu tak ślicznego chłopaka, gdy zdałam sobie sprawę, że może to być chłopak Blanki. Ta dziewczyna to szczęściara, że ma takiego chłopaka. Idealnie do siebie pasowali, aż poczułam ukłucie w żołądku, spowodowane zazdrością. Nie zaprzeczę podobał mi się, ale prawdopodobnie jest już zajęty i to przez moją jedyną koleżankę. Nie chce sobie na początku robić kłopotów.
Nie chcąc im przeszkadzać, skierowałam się w stronę stołówki. Ostatni raz popatrzyłam się w ich stronę. Odwróciłam głowę przez ramie
i ku mojemu zdziwieniu, przystojny chłopak patrzył się w moja stronę z słodkim uśmiechem. Ukazał rząd śnieżno-białych zębów, a skóra wokół jego oczów zabawnie się zmarszczyła. Kąciki moich ust delikatnie drgnęły, a moje policzki oblały się rumieńcem. Natychmiast oderwałam od niego wzrok i odwróciłam się na pięcie, by skierować się w stronę kolejki na stołówce. Wypuściłam powietrze i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że przez cały ten czas go wstrzymywałam. Różne uczucia kłębiły się w mojej głowie. Zastanawiałam się, dlaczego chłopak, który rozmawiał z Blanką tak się mi przyglądał, podczas gdy jego prawdopodobnie dziewczyna stała obok?
Gdy stałam już w kolejce, rozejrzałam się po ogromnej stołówce. W prawym kącie zauważyłam Alexa. Cały czas się na niego patrzyłam, by zwrócić na niego swoją uwagę. W końcu, gdy nasze oczy się spotkały, ucieszona z moich prób zwrócenia na siebie uwagę, pomachałam mu energicznie. Pomimo, że nadal byłam zła, za to, że zostawił mnie, poczułam ulgę, wiedząc, że nie spędzę tego czasu sama, tylko tak jak mi obiecał - z nim.
Poczułam na swoim karku kojący powiew zimnego powietrza. Przyjemny dreszczyk oblał całe moje ciało, od stóp, po czubki palców. Delikatnie przejechałam opuszkami palców od uszów po szyje i nabrałam głęboki wdech. Z przyjemności przymknęłam swoje powieki. Ewidentnie szyja to mój wrażliwy punkt. Rozmarzonymi oczami odwróciłam się przez ramie, lekko odwracając mój tułów. Jakie było moje zaskoczenie, gdy osobą stojącą za mną okazał się ten sam chłopak, który chwile temu rozmawiał z Blanką. Domyśliłam się, że to on był sprawcą przyjemnego dreszczyku, wywołanym na moim ciele.
Nadal trzymając rękę na moim karku, nieśmiało uśmiechnęłam się do tajemniczego chłopaka. To był błąd. Brązowowłosy
uznał to za możliwość do ruchu i bezwstydnie pomachał mi ręką przed twarzą, pociągająco na mnie patrząc. Byłam zaszokowana jego odwagą, ale nie dałam po sobie poznać moich emocji. Wyglądał niesamowicie. Swoje loki miał postawione w nieładzie ku gorze, a czarna, opinająca koszula idealnie ukazywała jego mięśnie. Patrząc na niego, zwilżyłam usta, oblizując je i lekko przygryzłam dolną wargę.  Nie do końca wiedziałam, jak mogę, tak naprawdę zareagować, dlatego, gdy zauważyłam, że kolejka się porusza, ruszyłam pospiesznie jak najdalej od niego zabierając ze sobą swoją tackę na jedzenie. Nie przyglądnęłam się dokładnie jego twarzy, być może dlatego, że jego osoba za bardzo mnie onieśmielała. Poczułam tylko za sobą, jak chłopak wciąga powietrze, tak jakby chciał mi coś powiedzieć, zanim pójdę.
Trochę zakłopotana, nie wiedziałam gdzie mogę się udać, ale na szczęście szybko przypomniałam sobie o Alexie, który jak na zawołanie pojawił się przy moim boku. Przestraszyłam się jego nagłym pojawieniem się co przejawiło się lekkim podskokiem. Zaśmiałam się sztucznie i podążyłam za moim przyjacielem do stolika, przy którym siedziała reszta jego znajomych. Elita. Alex miał racje, że jeśli chcę zabłysnąć w tej szkole, powinnam trzymać się blisko niego. Czułam się głupio, gdy wszyscy z stolika patrzyli się na mnie, szczególnie, ze Alex kazał mi iść przed nim. Nie wiedziałam co mam zrobić (po raz kolejny tego dnia), więc nerwowo przygryzłam wargę. Ostatnio często tak robię. Jedna z dziewczyn uśmiechnęła się do mnie i w miłym geście ręki zaprosiła mnie do stolika.

***

Skończyłam właśnie lekcje i szłam w kierunku parkingu, gdzie umówiłam się z Alexem. Szukając auta i Alexa, mocno trzymałam książki przyciśnięte do piersi. Kiedy znalazłam auto niedaleko miejsca w którym stałam, ruszyłam w jego kierunku, mijając inne. Wpatrywałam się w ziemię i nie skupiałam się, co dzieje się przede mną. Podniosłam wzrok, dopiero gdy usłyszałam śmiechy dochodzące z miejsca, gdzie stał mój przyjaciel. Ku mojemu zdziwieniu, nie stał tam już sam. Obok Alexa, który leniwie opierał się o maskę auta, stał nerwowo podrygujący Jai - chłopak, z którym miałam dziś rano, na schodach niemiłą sprzeczkę. Od razu przewróciłam oczami, nie zadowolona, z zaistniałej sytuacji. Jedna chwila wystarczyła bym znienawidziła tego chłopaka. Chciałam już skręcić i iść w inną stronę, gdy Alex zawołał moje imię. Po raz kolejny przewróciłam oczami i nie dając nic po sobie poznać podeszłam, uśmiechając się do nich, jakby sytuacja na schodach nie miała miejsca. Oczywiście dobitnie unikałam wzroku Jai'a.
-Już myślałem, że mnie olałaś.- zaśmiał się Alex, odpychając się rękami od auta. 
-Spokojnie, nie mam zamiaru wracać do domu pieszo.
-Hej!- trochę głośniej zawołał Alex.- Poznałaś już mojego kolegę?- podążając za nim wzrokiem, zatrzymałam się na postaci Jai'a.
-Taa...-mruknęłam pod nosem.- Możemy już jechać?
Kolega Alexa zrobił krok w moją stronę - prawdopodobnie chciał się przywitać, ale gdy usłyszał moje ostatnie słowa, wycofał się, a jego głupkowaty uśmiech zniknął z twarzy, zastępując zdziwieniem. Byłam zadowolona z reakcji jaką wywołałam. Z satysfakcją puściłam mu oczko, gdy wchodziłam do auta Alexa, który cały czas stał koło Jai'a. Nie leżało mi to, że Jai tu był. Przy kolegach, to taki przykładny chłopak, a jak przyjdzie co do czego, to agresywny. Rany, jaki ten chłopak jest bipolarny.
Przez szybę jasnoniebieskiego auta zauważyłam, jak Alex śmieje się z miny Jai'a i przyjacielsko przybija mu piątkę. Po pożegnaniu, Alex wsiadł do auta i odpalił go bez słowa.
-Ok. a teraz powiedz mi co chciał od ciebie ten cwel?- humor Alexa diametralnie się zmienił. Już nie był radosny i nie uśmiechał się do mnie. Czułam w jego głosie złość i poirytowanie. Nawet na mnie nie patrzył. Zaniepokoiłam się.
-Alex, ja nie wiem o czym, ani o kim ty mówisz
-Lori nie udawaj głupiej.- popatrzył na mnie tym wzrokiem, który może zabić.
Nie świadomie przesunęłam swoje ciało w stronę drzwi, mocniej chwyciłam się nałokietników. Alex zacisnął swoje palce na kierownicy, tak mocno, ze pobielały mu kostki. Zaczęłam się bać.
-Naprawdę nie wiem, o czym mówisz.- mój głos był ledwie u słyszalny, ale bałam się powiedzieć cokolwiek głośniej.Wielka gula wyrosła mi w gardle.
-A Harry? Ten pedzio w czarnej koszuli? Podrywał Cię!- wykrzyczał Alex
-Wybacz, ale to moje życie. Jesteś zazdrosny, tak? Alex, przestań! Nawet z nim nie gadałam, po prostu stał za mną w kolejce po lunch.
Robiłam wszystko, by go uspokoić. Jedyne czego teraz potrzebowałam to kłótnia, z agresywnym chłopakiem w aucie, z którego niema jak uciec. Nigdy nie sądziłam, ze Alex sprawi, ze będę się bała. Ale wielu rzeczy jeszcze o nim nie wiem.
W aucie zapanowała nieprzyjemna cisza. Już sama nie wiem co jest gorsze czy nie odzywanie się, czy kłótnia i krzyki. Cały powrót do domu nerwowo bawiłam się palcami, od czasu, do czasu, katem oka spoglądając na zamyślonego chłopaka. Gdy dojechaliśmy pod mój dom, Alex zatrzymał auto i pierwszy raz od początku drogi na mnie spojrzał. Przygotowałam się już do wyjścia, gdy Alex cicho szepnął:
-Przepraszam, Lori.- w jego głosie mogłam wyczuć smutek i skruchę, zrobiło mi się go naprawdę żal i wiedziałam, że przeprasza szczerze.
-Yeah.
Nie chciałam go zranić, ale nic więcej nie mogłam powiedzieć. Nadal byłam w szoku, że Alex jest w stanie się tak unieść, tylko dlatego, ze ja i tamten chłopak na siebie spojrzeliśmy. Harry. Ten chłopak ma na imię Harry.

środa, 19 czerwca 2013

One

* w tle *

Rano, gdy wstałam czułam jak coś mnie ściska w żołądku. Dobrze wiem, że było to spowodowane pierwszym dniem w nowej szkole. Na moje szczęście, Alex zaproponował, że zabierze mnie i oprowadzi po budynku. To naprawdę niesamowity chłopak, od pierwszej rozmowy wiedziałam, że będziemy przyjaciółmi.
Wczoraj wieczorem przygotowałam sobie najlepsze ciuchy, bo przecież powinnam zrobić dobre wrażenie. Cieszę się, że Kalifornia, jest wiecznie słonecznym miastem. Naprawdę mi się tu podoba, pomijając fakt, że nienawidzę faceta, u którego mieszkam. Nigdy nie uważałam go za swojego ojca, wiec dlaczego miałabym to zrobić teraz?
Ubrałam plażowy kapelusz, okulary przeciwsłoneczne, buty na wysokiej koturnie i  JĄ. Piękną, delikatną i zwiewną sukienkę. Po raz setny przeglądnęłam się w lustrze, poprawiając niesforne fale opadające na ramiona. Usłyszałam klakson samochodu i wiedziałam, że to musi być Alex. Zgarnęłam torbę leżącą na podłodze, krzyknęłam do ojca suche "idę" i jak najszybciej, cała w nerwach wyszłam na spotkanie z nowa szkołą.
***
Wysiadłam z żółtego jaguara Alexa, cała zalana potem. Co się ze mną dzieje? Przecież nigdy się tak nie denerwowałam. Jednak opinia ludzi jest dla mnie ważna. Presja na bycie idealną.
Założyłam różowe okulary przeciwsłoneczne i obiegłam wzrokiem po ludziach i szkole, zachowując niewzruszony wyraz twarzy. Ta szkoła jest ogromna. I jeszcze ci ludzie. Rany. Alex nie wiadomo skąd pojawił się przy moim boku i objął moje ramie, swoimi cienkimi palcami, lekko przybliżając mnie do siebie. Byłam trochę zaskoczona, ale nie zaprzeczę dodało mi to otuchy.
-Jeśli chcesz się odnaleźć w tej szkole, musisz się trzymać ze mną.
-Muszę?- zakpiłam z jego słów i zrzuciłam z swoich ramion jego oplatająca mnie dłoń.
Ale wiecie co? Wyglądaliśmy naprawdę gorąco. Alex należy do jednych z ładniejszych chłopców, jakich kiedykolwiek spotkałam. Ma śliczne poczochrane włosy, a jego figura. Ahh... Nie zaprzeczanie należny do elity szkolnej.
Alex ma dzisiaj naprawdę obcisłe, czarne spodnie, biały podkoszulek i jeansową, rozpięta koszule, a do tego czarne przeciwsłoneczne okulary. Wyglądaliśmy jak para.
Niezadowolony z moich słów i czynu, wygiął usta w zabawny sposób. Zaśmiałam się cicho i lekko szturchnęłam go w brzuch. Alex posłał mi powalający uśmiech, lecz jego wzrok zatrzymał się ponad moim ramieniem. Prawdopodobnie kogoś zauważył, bo wziął głęboki wdech, a jego mięśnie się napięły. Popatrzyłam w stronę, na której Alex zawiesił swój wzrok. Niestety było zbyt wiele ludzi, bym mogła rozpoznać na kogo się patrzy. Po chwili, która dla mnie trwała dość długo i była dość krępująca, zapytałam się go czy aby wszystko jest w porządku.
-Yyy... Yhym- zamruczał, nawet na mnie nie patrząc.- Idź do środka, a potem na prawo, tak jest sekretariat i dyrekcja, to dadzą Ci potrzebne rzeczy. Dojdę do Ciebie.- ostatnie słowa powiedział już odchodząc, zostawiając mnie na pastwę losu, w nieznanej szkole.
Stałam tam chwilę zdezorientowana, ale szybko się otrząsnęłam i ruszyłam w kierunku, który wskazał mi Alex. Jego samego już dawno zgubiłam w tłumie. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, ludzie nie gapili się na mnie, jak na trędowatą. Bez trudu dostałam się do dyrektorki i usidłam na wolnym miejscu, które wskazała mi bardzo sympatyczna Pani Williams - starsza pani, w okularach, która jest tu sekretarką.
Siedziałam spokojnie, czekając na odebranie mojego kluczyka do szafki szkolnej, która miała zostać mi przydzielona wraz z innymi książkami i dokumentami. Przeklinałam w głowie bezmyślność Alex'a, który tak po prostu, pomimo obietnic, zostawił mnie samą w mój pierwszy dzień szkoły. Obiecuje, że gdy tylko go spotkam utrącę mu głowę. Z moich zamyśleń, wyrwał mnie trzask drewnianych drzwi. Od razu popatrzyłam się na miejsce, z którego dochodził hałas. Moim oczom ukazał się trochę większy od mnie chłopak, z kolczykiem w wardze. Na twarzy miał wymalowany głupkowaty uśmieszek, pełen pogardy. Gdy mnie zauważył, uśmiechnął się jeszcze szerzej i przygryzł dolną wargę, lekko ja ssąc. 
-Jai!- zza drzwi wyjrzała główna dyrektorka Beverly Hills High School, przywołując do siebie chłopaka, który znajdował się już prawie na korytarzu.- Nie chciałabym Cię tu widzieć do końca tego tygodnia!
Przyglądałam się tej całej sytuacji z zaciekawioną miną. Chłopak tylko wyszczerzył zęby w ironicznym uśmiechu i wyszedł, kątem oka spoglądając z zaciekawieniem na mnie. Zastanawiałam się tylko co mogło spowodować, że został wezwany na dywanik. Odpowiedz szybko sama się nasunęła. Miał na sobie głupkowata czapkę, a z jego zachowanie mówiło samo za siebie. Prychnęłam pod nosem, uśmiechając się.
-Pani dyrektor, to jest Loriette- przerwała niezręczną sytuacje Pani Williams. Wydaje mi się, że ten ŁADNY chłopak jest tu częstym bywalcem i takie sytuacje nie robią na nikim wrażenia.
-Oh.. Dobrze Lori. Mam nadzieję, że mogę się tak do ciebie zwracać. Jesteś nową uczennicą, tak?
Przytaknęłam energicznie głową.
-A więc zapraszam do mnie.
***

Po dłużącym i pouczającym monologu dyrektorki, którego nie słuchałam, wyszłam z udawanym uśmiechem z gabinetu i zrezygnowana wyszłam z pomieszczenia na szkolny dziedziniec. Nie za bardzo wiedziałam co mam ze sobą zrobić, szczególnie, że Alex jeszcze po mnie nie wrócił. Postanowiłam, że zaczekam na niego na jednej z wolnych ławek. Siedziałam tam, dosłownie jak debil, przypatrując się uczynią. Do dzwonka rozpoczynającego lekcje pozostało niecałe 10 minut, a mi niechciało się dłużej czekać na Alex'a. Dlatego postanowiłam sama znaleźć moją szafkę, by odłożyć książki jakie dostałam u dyrekcji.
Jeśli mam być szczera, szkoła nie była taka przerażająca jak mi się wydawało. Byłam pewna, że do końca tygodnia uda mi się w niej odnaleźć. Wychodziłam właśnie po schodach na trzecie piętro, gdzie miała się odbyć moja pierwsza lekcja matematyki, gdy zderzyłam się z czymś masywnym. Moje myśli w tej chwili były pochłonięte, tylko jedna osobą. Chyba nie muszę tłumaczyć, że mam na myśli Jai'a - o ile ma tak na imię buntownik, którego spotkałam w gabinecie dyrektora. Podobał mi się jego wygląd, a zadziorność zamiast odpychać, jeszcze bardziej przyciągała. Lekko zawstydzona moją niezdarnością i brakiem uwagi, podniosłam głowę w stronę przyczyny mojego wypadku. Głośno wypuściłam powietrze nosem, gdy rozpoznałam tą osobę. Przede mną stał ten sam chłopak, który jeszcze chwile temu wychodził wkurzony od dyrektorki. Uśmiechnęłam się do niego nie śmiało, w duchu promieniejąc z radości, że choć w nie fortunny sposób, ale jednak, udało mi się go znowu w tak krótkim czasie spotkać. Jednak on najwidoczniej nie podzielał zemną swojego szczęścia. Patrzył się na mnie tępym wzrokiem i nim się zorientowałam chwycił moje ramiona i z całych sił przyparł mnie do ściany, uniemożliwiając mi wydostanie się z jego mocnego uścisku. Emocje diametralnie się odwróciły. Teraz czułam złość pomieszaną z strachem. Lekko zdekoncentrowana zaistniałą sytuacją, popatrzyłam  się na niego z gniewem w oczach.
-Haa..- zaśmiał mi się prosto w twarz.- Myślisz, że twoja mina mnie przestraszy?
Na twarzy mogłam poczuć jego chłodny oddech, a jego oczy ciskały we mnie piorunami. Jak można w przeciągu 10 minut zmienić się tak diametralnie o 180 stopni? Już przestał mi imponować. Za kogo on się uważał?
-A ty myślisz, że ja przestraszę się Ciebie?- zakpiłam z niego i skrepowana jego bliskością, dotknęłam jego klatki piersiowej, wskazującym palcem, odpychając go znacząco.
Zabawne było to, że przechodzący uczniowie, nie zwracali na ans najmniejszej uwagi. 
-Za kogo się uważasz?- zapytałam go, gdy już odchodziłam.- Twoje gierki na mnie nie działają. Wybacz.
Odeszłam, zostawiając go z zaskoczoną miną.
Nie wiem czy jego zachowanie miało mi zaimponować i miało być pociągające, ale jeśli właśnie taki był plan to, z przykrością stwierdzam, że nie zadziałał na mnie.
-Jai nie jest przyzwyczajony, że ktoś się go nie boi- usłyszałam za sobą przyjazny głos.
Odwróciłam głowę za moje ramie, a blond włosa dziewczyna kontynuowała swoja wypowiedz:
-Tak poza tym jestem Blanca i chyba mamy wspólnie historię.- podała mi rękę na przywitanie
-Lori- cicho się zaśmiałam ściskając jej dłoń.